
Wielkanoc przychodzi w tym roku inaczej niż zwykle. Nad świętami unosi się ciężar, którego nie sposób zignorować – wojna na Bliskim Wschodzie, odwołane uroczystości w Jerozolimie, Kanada chwieje się w posadach, a w murach Parlamentu Europejskiego po raz pierwszy oficjalnie zadomowiło się słowo „chrystianofobia”.
Świętujemy, ale z sercem ściśniętym niepewnością.
I właśnie dlatego warto zapytać siebie szczerze: czym dla nas jest ta Wielkanoc? Głębokim przeżyciem wiary, czy kolejnym wolnym weekendem z jajkami na twardo?
Dla nas, Polaków – w większości wychowanych w tradycji katolickiej, niezależnie od tego, jak daleko od niej odeszliśmy – istnieje jeden dzień w roku, który nas wszystkich wyrównuje. Jeden dzień, w którym znikają podziały polityczne, klasowe i światopoglądowe. Tym dniem jest Wielka Sobota.
Nie dlatego, że tłumnie gromadzimy się na Wigilii Paschalnej. Łączy nas coś prostszego i głębszego zarazem – koszyczek ze święconką. Musi go mieć każdy. Konserwatywny i liberalny, wierzący i wątpiący, profesor i robotnik.
Ale warto zatrzymać się przy tym koszyczku chwilę dłużej i zadać sobie pytanie: jak daleko poza jego wiklinowe ścianki sięga nasza wiara?
W tym roku w Kanadzie to pytanie nabiera szczególnej wagi. Stajemy przed wyborem, który trudno zbagatelizować – między dalszym trwaniem pod rządami Ottawy, coraz bardziej odległej od wartości, na których zbudowano ten kraj, a odważnym krokiem w stronę niepodległej Alberty, zdolnej przywrócić ład oparty na zdrowych fundamentach.
Przełożone na język chrześcijański, to pytanie brzmi znajomo: czy wyrzekasz się zła i chcesz żyć według przykazań Bożych?
A jednak – i tu serce się ściska – nawet wśród nas, Polaków, nawet w murach polskiej parafii w Edmonton, która pięć lat temu doświadczyła ataku radykalnych bojówek indiańskich, a której proboszcz stoi dziś przed sądem za głoszenie prawdy – nawet tam są tacy, którzy milczą. Którzy nie potrafią, albo nie chcą, powiedzieć głośno: nie.
Jak wiele mówi to milczenie? Jak wiele mówi o głębokości wiary?
Dziesięciu z dwunastu apostołów oddało życie za to, w co wierzyli. Dziś niektórzy naśladowcy Chrystusa – z pierwszych ławek, z różańcem w kieszeni – boją się powiedzieć zwykłe, ludzkie „nie zgadzam się”. Boją się sprzeciwić temu, co wprost uderza w Boże przykazania.
Bóg jednak ma swoje sposoby. Zawsze miał.
Dziś w Albercie daje nam coś rzadkiego – możliwość budowania od nowa. Państwa, którego kamieniem węgielnym mogłyby być wiara, rodzina i wolność. Niedowiarkowie powiedzą, że to mrzonka. Ci, którym dobrze się żyje w obecnym układzie, wzruszą ramionami – bo przecież „dorobili się”. Słyszałem to już nieraz.
Ale naśladowcy Chrystusa wiedzą jedno: Bóg może wszystko. Może dać nam narzędzia do walki z tym, co niszczy wspólnotę, rodzinę i wiarę. Jednym z tych narzędzi – może najważniejszym w tej chwili dziejowej – jest niepodległość Alberty.
Pytanie, które zostaje, jest proste i stare jak chrześcijaństwo:
Czy mamy dość wiary, żeby je aktywnie bronić ?
Autor: Mietek Piorkowski Edmonton 2026
(Źródło: post Mietek Piorkowski na Facebooku, “Poza święconką: Dlaczego Polonia milknie, gdy trzeba bronić wiary?” 4 kwietnia 2026
Kanadyjscy politycy kompletnie oszaleli. Welcome to Liberal Canada’s UPSIDE DOWN
Jeśli nowa ustawa zostanie przyjęta, niektóre fragmenty Biblii zostaną uznane za mowę nienawiści.
25 marca kilku posłów Partii Konserwatywnej, trzymając w rękach Biblię, zagłosowało w Izbie Gmin przeciwko nadmiernej ingerencji rządu w kwestię wolności religijnej w związku z projektem ustawy C-9.


