Piotr Leskiewicz – Spotkanie z Jankiem Lisieckim.

0
86
Jan Lisiecki Calgary 2024

Jan Lisiecki triumfalnie powraca do swoich korzeni, wykonując program preludiów na scenie Bella 11 marca 2024 roku.

Jeśli jesteś mieszkańcem Calgary w jakikolwiek sposób związanym z muzyką klasyczną, prawdopodobnie słyszałeś o młodym polsko-Calgaryjskim pianiście Janie Lisieckim. W wieku piętnastu lat już wyrobił sobie markę na międzynarodowej scenie jako muzyczna sensacja.

“Powrót do Konserwatorium jest dla mnie bardzo ekscytujący” – powiedział w komunikacie dla mediów. “Mam wiele miłych wspomnień z dorastania na korytarzach, w pokojach i przestrzeniach koncertowych. Mówiąc wprost – wspaniale będzie wrócić do domu!”.

Nasz znakomity lokalny korespondent mial okazje na spotkanie i krótki wywiad z Jankiem po koncercie.

Recenzja: Mocna mieszanka młodości i doświadczenia na powitalnym koncercie Jana Lisieckiego

Minęło około pięciu lat, odkąd pochodzący z Calgary Jan Lisiecki po raz ostatni wystąpił w Calgary. W ciągu tych lat świat był świadkiem zakłóceń w życiu koncertowym z powodu COVID, ale był także świadkiem rozkwitu międzynarodowej kariery Lisieckiego jako ważnego artysty koncertowego. Lisiecki stał się jednym z najbardziej rozchwytywanych pianistów: koncertuje na całym świecie; nagrał nagradzane płyty; a lista miejsc, w których występował, obejmuje wiele sal koncertowych klasy A na świecie. Koncertował również z większością głównych europejskich dyrygentów. Jest to co najmniej imponujący dorobek.

Nie było wielkim zaskoczeniem, że solowy recital Lisieckiego w Bella Concert Hall w Mount Royal Conservatory został wyprzedany, a każde możliwe dodatkowe miejsce zostało dodane na to wydarzenie. Jako wydarzenie, recital miał w sobie atmosferę świętowania – oczywiście świętowania wspaniałej pianistyki, ale także szerszego poczucia szczęścia z powrotu rodzimego syna. Mount Royal Conservatory było jednym z najwcześniejszych miejsc występów Lisieckiego, jeszcze zanim stał się nastolatkiem.

Wciąż zaledwie 28-letni Lisiecki ma już ponad 15-letnie doświadczenie na scenie koncertowej. Jego koncert w Belli nie był więc koncertem początkującego pianisty, ale dojrzałego artysty o ugruntowanej pozycji. Ta mocna mieszanka młodości i doświadczenia stworzyła linię przewodnią tego bardzo przyjemnego, bardzo dobrego koncertu. Program poświęcony był preludiom. Jak zauważył Lisiecki w swoich notatkach, preludia mają zasadniczo charakter antycypacyjny, ucieleśniając ideę przygotowania do “tego, co ma nadejść”. Jednak wraz z historyczną ewolucją gatunku, preludia coraz bardziej nabierały ducha delikatnych, krótkich chwil, które przywołują, ale nie przedstawiają, większych rzeczy – krótkich emocjonalnych chwil, które pozostawiają emocjonalny ślad lub perfumy.

Nigdzie ta koncepcja preludium nie jest bardziej widoczna niż w zestawie 12 Preludiów op. 28 Chopina, które stanowiły drugą połowę koncertu. Chociaż pierwsza połowa również składała się z preludiów, jako grupa pełniły one funkcję preludium do preludiów Chopina z drugiej połowy. Efektem tego było przekazanie, bardziej ogólnie, zakresu muzycznych pomysłów, które kompozytorzy przed i po Chopinie uważali za część gatunku, zanim obrócili muzyczny rdzeń pomysłu.

Raczej nietypowo, Lisiecki rozpoczął wieczór od Preludium “Raindrop” z preludiów Chopina, które wykonał w drugiej połowie koncertu. Wykonując ten utwór jako pierwszy, Lisiecki ustawił fundamentalny ton i sposób wykonania oraz muzyki na wieczór: pryzmat, przez który inne utwory wieczoru mogą być rozumiane, albo jako kontynuacja, albo jako kontrast. W ten sposób Lisiecki postawił przed publicznością swoją “personę” jako pianisty na ten wieczór, personę refleksyjnego poety muzycznego, a nie burzliwego wirtuoza. Nieco naciągając obraz, to tak, jakby Lisiecki zaproponował sobie pianistycznego Jamesa Bonda – w tym przypadku Goldfingera: The Man with the Velvet Touch (bo Shirley Bassey nie śpiewała).

Praktycznie wszystkie wybrane utwory wymagają urzekającego śpiewnego tonu i najwyższej delikatności dotyku, którą Lisiecki posiada w niezwykłym stopniu. To właśnie ta umiejętność, być może, jest głównym źródłem jego sukcesu jako pianisty, umiejętność zauważalna w jego grze od najmłodszych lat. To połączenie młodości i wyrafinowania zdominowało pierwszą połowę koncertu. Wiele z wykonanych preludiów to bardzo wczesne kompozycje marnotrawnych kompozytorów – kompozytorów, którzy osiągnęli dojrzałość muzyczną w wieku 20 lat lub nawet młodszych. Wśród nich znalazły się preludia 18-letniego Karola Szymanowskiego, 20-letniego Oliviera Messiaena i 21-letniego Henryka Góreckiego.

Zarówno jako muzyka, jak i wykonanie, były to jedne z najbardziej udanych utworów pierwszej połowy, Lisiecki z wyobraźnią reagował na indywidualny świat utworów, z których wiele wywodziło się z wczesnej muzyki Skriabina, choć z bardziej nowoczesnymi tendencjami. Szczególnie podobały mi się trzy preludia polskiego kompozytora Karola Szymanowskiego z ich niezwykłymi harmoniami, a także kolczaste dźwięki preludiów Henryka Goredkiego, oba zestawy utworów wymienione jako op. 1. Trzy preludia Messiaena, ponownie bardzo wczesne utwory kompozytora, dały przedsmak bardziej znanych dzieł, które miały nadejść i zostały wykonane z równą wrażliwością i wyrafinowaniem.

Pierwsza połowa zawierała również znaną muzykę Bacha i Rachmaninowa, w tym najsłynniejsze ze wszystkich preludiów Rachmaninowa, cis-moll, skomponowane, gdy miał zaledwie 19 lat, a także preludium g-moll ze zbioru op. 23, ponownie znane dzieło. We wszystkich tych utworach i innych, Lisiecki zaoferował główne nurty, dopracowane technicznie i wykonane z najwyższym bezpieczeństwem i opanowaniem.

Preludia Chopina, które stanowiły drugą połowę, są obecnie popularnym elementem koncertów fortepianowych. Prezentują kalejdoskop emocji w krótkich pakietach muzycznych, w tym, tu i ówdzie, momenty wirtuozerii. Biorąc pod uwagę poetyckie podejście Lisieckiego do występów, interesujące było to, że to właśnie bardziej ekstrawertyczne i namiętne momenty odniosły największy sukces w tym konkretnym wykonaniu. Wirtuozeria ultraszybkiej figuracji lewej ręki w preludium G-dur i wymagające równości figuracje prawej ręki w preludium b-moll były imponujące, podobnie jak końcowe ulewne preludium d-moll, które zamyka zestaw. Lisiecki może prezentować się jako pianista-poeta, ale pod maską kryje się również techniczna stal.

Grając wiele muzyki Chopina, i to z dużym powodzeniem, Lisiecki wyraźnie czuł się w tych utworach jak w domu, nawet niektóre preludia były bardziej magiczne niż inne. Szczególnie udane były preludia As-dur i B-dur, a także przerażająco trudne preludium fis-moll. Momentami jednak gra była rzemieślnicza i nieco konwencjonalna.

Ale to głównie kwestia osobistego gustu, biorąc pod uwagę znajomość tej muzyki. Jako wieczór solowych preludiów fortepianowych, koncert cieszył się ogromnym zainteresowaniem publiczności, która z przyjemnością słuchała nowej i znanej muzyki, a także z radością powitała z powrotem w Calgary rodzimego syna, który jest dumny z tego miasta.

Rcenzja z koncertu ktora ukazala sie na łamach • Calgary Herald Kenneth DeLong

Serdecznie GRATULUJEMY i życzymy mu dalszych muzycznych sukcesów i powodzenia na przyszlosc!

LEAVE A REPLY

Please enter your comment!
Please enter your name here